Teraz warunki będzie dyktować Zełenski

Wiesław Łach przy biurku
Rozmowa z dr. hab. Wiesławem Łachem, prof. UWM, kierownikiem Katedry Wojskoznawstwa i Studiów Strategicznych na Wydziale Humanistycznym UWM, specjalizującym się m.in. w badaniu konfliktów i punktów zapalnych w Europie XX i XXI w.

- Jakie przyczyny spowodowały, że Ukraina przeszła do ofensywy?

- Złożyło się na to kilka powodów, między innymi determinacja narodu ukraińskiego, którego celem jest przywrócenie całkowitej suwerenności. Przejście do ofensywy związane jest z realizacją celu strategicznego, którym jest podniesienie morale narodu ukraińskiego oraz podtrzymanie zaangażowania większości państw NATO. W trwającej już od ponad pół roku wojnie, Ukraina otrzymała znaczącą pomoc militarną od USA, Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów. Dobrze ją wykorzystując stawiła opór, utrzymując swoją państwowość. Jednakże przyszedł już czas nie tylko na kontynuowanie obrony, lecz także na wyprowadzenie kontrofensywy mającej na celu złamanie inicjatywy rosyjskiej i osiągnięcie wyraźnych sukcesów militarnych, które byłyby sygnałem dla Zachodu, że jest to jedyny słuszny kierunek, który doprowadzi do wycofania wojsk rosyjskich. Jeżeli chodzi o cele operacyjno-taktyczne to najważniejszym z nich było odrzucenie Rosjan od Charkowa w celu uniemożliwienia im uderzeń artyleryjsko-rakietowych z kierunku południowo-wschodniego na cele ukraińskiej infrastruktury krytycznej oraz obiekty cywilne, w tym szkoły i szpitale. Co więcej, kontrofensywa musiała zostać przeprowadzona przed jesiennymi opadami, które w sposób znaczący mogłyby ograniczyć manewr wojsk pancernych i zmechanizowanych.

Jakie atuty zadecydowały, że Ukraina przystąpiła do ofensywy?

Głównym atutem wojsk ukraińskich jest przewaga w domenie informacyjnej. Dowództwo ukraińskie tę kontrofensywę przygotowywało od sierpnia. Udało się mu skutecznie odwrócić uwagę Rosjan, którzy spodziewali się przeprowadzenia ataku na innym kierunku. Tymczasem Ukraina uderzyła na kierunku charkowskim i zupełnie zaskoczyła Rosjan. Musimy jednak pamiętać, że mimo dużych strat Rosjanie dalej mają duże możliwości rozpoznawcze i wywiadowcze oraz przewagę ogniową, ale na szczęście mniej skuteczną. Po drugie w czasie poprzedzejącym ofensywę konsekwentnie likwidowali rosyjskie stanowiska dowodzenia, bazy logistyczne i stacje radiolokacyjne. W ten sposób stopniowo utrudniali przeciwnikowi przesunięcie wojsk na kierunek chersoński. Niezmiernie ważna była likwidacja baz logistycznych i to na dalekim zapleczu, oddalonych od frontu o 300 km. Ukraińskie rakiety nie tylko wyrządziły Rosjanom wymierne szkody w paliwie, amunicji i sprzęcie, ale także dokonały głębokiej demoralizacji rosyjskiego wojska. Doprowadziły do tego, że żaden rosyjski żołnierz w Ukrainie, nawet z dala od frontu, nie może już czuć się bezpiecznie. Przeprowadzając kontrofensywę Ukraińcy musieli również zmniejszyć potencjał uderzeniowy rosyjskiego lotnictwa wytrącając im atut rażenia wojsk ukraińskich szczególnie w rejonach własnej koncentracji. Początkowo to Rosja miała przewagę w powietrzu, a teraz, co było dużym zaskoczeniem dla wielu zachodnich analityków, Ukraina odzyskała swą przestrzeń powietrzną i przejęła nad nią kontrolę i co więcej - obnażyła słabość sił powietrznych i przeciwlotniczych Rosji.

Dotykamy tu morale rosyjskiego wojska.

Tak, ono od początku wojny było bardzo słabe. To pięta Achillesowa rosyjskiej armii, spowodowana powszechną korupcją i nepotyzmem. To zjawisko z kolei doprowadziło do słabości logistycznej rosyjskiej armii, której nie da się naprawić, gdyż są to zaniedbania sięgające wielu dziesiątków lat. Na to wszystko nakłada się jeszcze słabość dowodzenia, w wyniku którego działania taktyczne nie przełożyły się na cel główny, którym było zajęcie wschodniej Ukrainy w pierwszych miesiącach działań. Skutek jest taki, że Rosjanie ponoszą olbrzymie straty, które prawdopodobnie wynoszą 59 tys. zabitych, rannych i wziętych do niewoli żołnierzy w tym wysokiej rangi oficerów.

A zatem Ukraińcy dobrze wykorzystali słabości Rosjan.

Tak, ale to nie wszystko. Bardzo skutecznie chronili swe plany, aby nie zostały zdemaskowane. Nawet sojuszników informowali nie w pełni, a tylko tyle, ile potrzeba. Ponadto korzystają z udostępnianych im danych rozpoznawczo-wywiadowczych państw NATO, dzięki czemu mają pełną świadomość operacyjną. Bardzo wysoko oceniam morale Ukraińców. Pomimo tego, że też mają duże straty w ludziach. Dziennie tracą, jak się przypuszczalnie określa, od 50 do 100 żołnierzy. Ale to nie pozbawia ich woli walki. Musimy pamiętać, że wojska ukraińskie bazują na doświadczeniach wyciągniętych z walk w Donbasie od 2014 r., nie wspominając o dostarczanym przez Zachód nowoczesnym uzbrojeniu. Przy całej skomplikowanej logistyce oraz zapleczu różnych systemów uzbrojenia, siły ukraińskie potrafią je efektywnie wykorzystać nie tylko do obrony, ale również do ataku.

Prezydent Zełenski zapowiada walkę aż do odzyskania kontroli nad całą Ukrainą w granicach z 2014 r. Dadzą radę tego dokonać?

W początkowym okresie wojny chodziło Ukraińcom o to, aby się przeciwstawić Rosjanom, zatrzymać ich, a nieco później wyrzuć z zajętych terenów. Kiedy działania wojenne ukazały blamaż Rosji, postawili sobie kolejne cele. Właściwie to do tego zmusili ich sami Rosjanie, okazując swą słabość. Prezydent Zełenski postawił wyraźny cel: wolna Ukraina w granicach z 2014 r. Po tym, co pokazali Rosjanie na froncie, w Buczy i innych miastach nikt z sojuszników już mu nie mówi, jak ma kończyć ten konflikt. Za dużo już Ukraińcy stracili, żeby iść na ustępstwa. Teraz warunki pokoju będzie dyktować Zełenski. Na razie są to warunki, o których Rosja nie chce słyszeć. Czy dadzą radę? Tak, jeśli zachodni sojusznicy będą ich dalej wspierać co najmniej w takim samym stopniu, jak dotąd.

Ostatnio doniesienia na temat postępów ukraińskiej ofensywy ucichły. Czy Pan wie, co się teraz dzieje na froncie i gdzie on przebiega?

No właśnie, doniesień jest mniej. Można przypuszczać, że Ukraińcy będą kontynuować ofensywę na kierunku donieckim i Ługańskim. Celem jest przywrócenie granicy państwa sprzed 2014 r. Brak doniesień z pierwszej linii nie musi oznaczać, że ofensywa Ukraińców wyhamowała czy się zatrzymała. Walki trwają, może znowu coś szykują, a sukcesy w walce wzmacniają pewność Ukraińców i osłabiają Rosjan. Już trwa u nich panika, czego dowodem są referenda i tzw. częściowa mobilizacja w Rosji. Na pewno celem ostatecznym oprócz powrotu samozwańczych republik w granice Ukrainy jest Krym, którego wyzwolenie konsekwentnie zapowiada prezydent Zełenski.

Mobilizacja w Rosji. Czy ona pomoże jej w wojnie z Ukrainą? Kiedy poborowi mogą trafić na front?

- Społeczeństwo rosyjskie jest cały czas oszukiwane przez władze, które dalej mówią o specjalnej operacji, a nie o wojnie. Kontrofensywa ukraińska w regionie charkowskim wykazała szereg słabości. Chodzi zarówno o problemy polityczne jak i wojskowe Rosji. Przełożyły się one na decyzję podjęcia procedury mobilizacji. Przy czym, jak wspomniałem, oszustwo polega na tym, że władza mówi o mobilizacji częściowej, która niby obejmuje przeszkolonych żołnierzy rezerwy. Jeśli jest częściowa - to tylko powinna jej podlegać część rezerwistów. Oficjalnie mówi się o mobilizacji 300 tys. żołnierzy. To ma być sposób Putina na osłabienie społecznych protestów i wzmocnienie swojej władzy. Ale reakcja, jak słyszymy jest odwrotna. Wielu powołanych na różne sposoby stara się uniknąć wcielenia. Jeśli na front ma trafić 300 tys. żołnierzy rezerwy - to należy powołać o wielu więcej, gdyż wiadomo, że zdecydowana część będzie starała się uniknąć wysłania na front a wielu po porostu się nie nadaje. Ci powołani do służby rekruci, na front trafią prawdopodobnie najwcześniej za dwa miesiące. Przy czym ma to być proces wielomiesięczny, gdyż system mobilizacyjny Rosji jest niewydolny, pomijając braki w uzbrojeniu i kadrze oficerskiej. Optymiści twierdzą, że jeśli da się wysłać na front 50 tys. wyszkolonych rezerwistów, to będzie sukces.

Rosjanie dotąd zwyciężali bo mieli duże rezerwy ludzkie. Tym sposobem pokonali Niemców w 1945 r.

To i tak będzie mięso armatnie, bo Rosja nie zdąży ich dobrze przeszkolić i nie jest już w stanie dać im nowoczesnego wyposażenia i uzbrojenia. Tradycyjnie będzie prawdopodobnie rzucać do walki fale rekrutów bez odpowiedniego wsparcia i rozpoznania. Jednak największe zagrożenie stanowi rosyjski zdemoralizowany rekrut dla ukraińskiej ludności cywilnej. Widząc informacje z powoływania żołnierzy rezerwy nie można mieć żadnych wątpliwości o potencjalnej większej fali gwałtów, kradzieży i zabójstw na terenach walk. Na dodatek system dowodzenia Rosjan jest przestarzały i nie zdyscyplinuje fali rekrutów. Dowódcy, jak wspomniałem, są słabo wyszkoleni, niezaangażowani w walkę, zżera ich korupcja i niedowład organizacyjny. Okazuje się także, że fałszują meldunki. Donoszą o starciach, których nie było. Pomyłkowo atakują swoje oddziały. Tak więc, paradoksalnie tzw. częściowa mobilizacja może być gwoździem do trumny dla strony rosyjskiej.

Czy referenda, w których ludność samozwańczych republik na pewno opowie się za przyłączeniem do Rosji coś zmienia w sytuacji frontowej?

Referenda są bez znaczenia. One mają tylko wymiar propagandowy dla Rosjan. Putin może teraz okłamywać swój naród, że potrzebuje żołnierzy do obrony tych terenów. Nikt tych referendów nie uzna. Ukraińcy się nie zatrzymają.

Putin ma jeszcze w zanadrzu broń jądrową, którą straszy Europę i Amerykę. Użyje jej przyparty do ściany?

Wydaje się, że jest to straszak. Choć testem będzie włączenie samozwańczych republik do Rosji. Jest to ewidentna bezradność Rosji. Nie może sobie poradzić z Ukrainą - to straszy cały świat bronią jądrową. Putin nie jest szaleńcem. On kalkuluje na zimno. A ponadto miejmy nadzieję, że w jego sztabie wojskowym są generałowie, którzy do tego nie dopuszczą.

Rosja liczy jeszcze na "generała Mroza", czyli to, że zimno, brak energii i opału osłabi Ukraińców i ich sprzymierzeńców w Europie.

Liczy na to. I będzie podsycać wszelkie próby destabilizacji, wszelkie przejawy niezadowolenia, napięcia społeczne wywołane trudną sytuacją zwłaszcza w krajach Unii Europejskiej. Ale Ukraina ma pełne poparcie ONZ i otrzymuje dużą pomoc, nie tylko militarną od krajów Zachodu. Jeśli zachowana zostanie jedność międzynarodowa i będzie ona konsekwentna, to Ukraina ostatecznie wygra tę wojnę. Nie zapominajmy, że zima tak samo może się dać we znaki Rosjanom.

Rozmawiał Lech Kryszałowicz

 

w kategorii